Hej, niedługo miną dwa miesiące odkąd opublikowałam ostatniego posta więc myślę, że pora na małe wyjaśnienie... Kiedy cztery lata temu zaczynałam pisać robiłam to z pewnej potrzeby, potrzeby dzielenia się swoją twórczością, czytania waszych opinii, prowadzenie bloga po prostu sprawiało mi radość. Nie przejmowałam się bardzo wyświetleniami, czy tym jak często dodaję posty, robiłam to kiedy chciałam, traktowałam wszystko swobodnie. Większość z was na pewno zauważyła, że teraz piszę bardzo rzadko. Niestety nie lepię już tyle co kiedyś, nie sprawia mi to takiej przyjemności, mam wrażenie, że wszystko już było, nie robię niczego nowego, myślę, że czuję się już tym wszystkim znudzona. Nie zmieniło się tylko to, że moja wena gdzieś zniknęła, a tworzenie z modeliny nie wydawało się tak atrakcyjne. Zaczęłam inaczej podchodzić do prowadzenia bloga. Już nie pisałam postów z wewnętrznej potrzeby, tylko z obowiązku. Stało się to rutyną - lepię, robię zdjęcia, obrabiam, piszę posta. Nie tworzyłam już dla siebie, tylko po to, aby na blogu nie było pusto. Powoli jestem tym znużona i nie widzę sensu trwania w tym dalej. Blog nie przynosi mi już przyjemności, traktuje go tylko ze strony technicznej, zamartwiam się bo kiedyś miałam 5 razy więcej wyświetleń miesięcznie, kilka razy więcej komentarzy... Nie odnajduje już w tym frajdy, jaką miałam wcześniej. Dużo się nad tym zastanawiałam, bo jednak z drugiej strony prowadzę bloga już dość długo, nie żałuję decyzji założenia go - dzięki niemu poznałam całą "aurę" blogosfery, mnóstwo fantastycznych blogów i piszących je osób (no dobra... nie osobiście ;)). Myślę, że również dzięki temu, że publikowałam swoje prace, mogłam się lepiej rozwinąć, wracać do starszych wytworów, porównywać je, eliminować błędy. Przez ten czas, miałam nadzieję, że gdy trochę odpocznę to wróci do mnie zapał do pisania i wena, ale tak nie było. Czy czas bloga dobiegł końca? Cóż, brzmi to dramatycznie. Żal mi go usuwać i tego na pewno nigdy nie zrobię. Jest tu dużo tutoriali, porad, które mogą być przydatne. Poza tym lubię wracać do starych postów i śmiać się z tego co napisałam lub oglądać zdjęcia. Więc tak - zostawiam bloga, niech żyje własnym życiem, chyba wyłączę moderowanie komentarzy, bo nie wiem jak często będę tu wpadać, a może ktoś kiedyś coś na pisze pod starszym postem. Jeszcze oficjalnie się nie żegnam, nie zamykam, możliwe, że po prostu od czasu do czasu coś napiszę, niekoniecznie związanego z modeliną. Mimo to, chciałabym już podziękować wszystkim czytelnikom, za to, że tutaj są, wpadają, komentują, a szczególnie dziękuję tym, którzy faktycznie czytają całe posty (nie tylko obrazki...) - to dzięki wam nadal lepiłam i dostawałam ogromną dawkę motywacji - dziękuję, trzymajcie się! :)
Kurczę... To serio zabrzmiało jakby to był koniec, ale myślę, że jeszcze tu wrócę,
stay tuned!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogółem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogółem. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 lipca 2015
czwartek, 1 stycznia 2015
♥*!!!2015!!!*♥
Witam was w Nowym Roku!
Chciałabym wam życzyć dużo szczęścia (to chyba najważniejsze),
zdrowia, radości i weny. Abyście w 2015 jeszcze bardziej spełniali się w swoich pasjach, dążyli do wyznaczonych celów i urealnili najskrytsze marzenia!
Życzę Wam, żebyście robili to, co kochacie i cieszyli się każdym dniem :)
Przy okazji dziękuję za następny rok spędzony razem, mam nadzieję, że jeszcze ze mną zostaniecie...
Przy okazji dziękuję za następny rok spędzony razem, mam nadzieję, że jeszcze ze mną zostaniecie...
Stwierdziłam, że nie będę robić szczegółowego blogowego podsumowania, bo wyglądałoby to dość pesymistycznie, ale jest jedna rzecz z której bardzo się cieszę, a mianowicie spełniłam swoje noworoczne postanowienie z 2014 i napisałam 10 tutoriali!!!
Oczywiście nie napiszę tu wszystkich swoich zeszłorocznych celów, ponieważ dla niektórych mogłyby być dość śmieszne, małe i błahe, ale myślę, że jednym z nich mogę się podzielić - KSIĄŻKI.
Rok 2013 nie był w nie zbyt bogaty, oprócz szkolnych lektur przeczytałam może ze 3,4 książki? W 2014 napisałam w notesie następny cel - przeczytać 8 książek (oprócz lektur), wiem, że to mało, ale w porównaniu z poprzednim rokiem to i tak była duża poprawa :)
W postanowieniu stuprocentowo wytrwałam i przeczytałam, uwaga, uwaga 19 książek! Yay!
Nie było to specjalnie trudne, bo zawsze lubiłam czytać, ale można powiedzieć, że się "odzwyczaiłam", zaczęłam się tłumaczyć "brakiem czasu" i "nauką". W 2014 miałam jej o wiele więcej, a jakoś dałam radę :P
Na ten rok nie mam jeszcze żadnych postanowień, co prawda jest dużo rzeczy, jakie chcę zmienić, ale nie umiem ich streścić w pojedyncze zamiary. Na pewno chciałabym bardziej doceniać czas, nie chodzi mi tu o jego wykorzystywanie (no dobra... to też ;)) ale o chwile, które przeminęły.
O zapamiętywanie. Tak, chyba o to mi chodzi. Widzę jak wiele ludzi pisze na swoich blogach roczne podsumowania, wydarzenia z kolejnych miesięcy. Umieją powrócić do nich, docenić je, po prostu o nich pomyśleć.
Gdy ja patrzę wstecz mam wrażenie, że nic się nie zmieniło. Prawie nic. Mogłabym streścić ten rok w kilku punktach, czyli po prostu wydarzeniach które od razu pamiętam myśląc o minionym roku:
1. Bal gimnazjalny
2. Egzaminy
3. Koniec roku
4. Wakacje
5. Rozpoczęcie roku - pójście do nowej szkoły
Dobra, może i moje życie jest nudne, ale i tak jestem pewna, że wydarzyło się dużo rzeczy, które mogłabym jeszcze tu wspomnieć. Zastanawiam się co z tym zrobić... mogę:
a) prowadzić dziennik
b) zapisywać codziennie np.3 rzeczy które sprawiły mi przyjemność/
zapisywać po 1 rzeczy/ zapisywać kilka wydarzeń pod koniec tygodnia
c) pewnie dużo z was słyszało o czymś takim - zapisywać wybrane wspomnienia, pisać je na karteczkach, chować w słoiku i odczytać pod koniec minionego roku
Nie ważne którą opcję wybiorę, i tak pewnie przeczytam zapiski pod koniec roku :)
Co do reszty postanowień to muszę się głębiej nad nimi zastanowić, a dokładniej, rozważyć te, których nie spełniłam w tym roku. Mam wrażenie, że niektórych rzeczy na prawdę nie jestem w stanie zmienić, może po prostu to zależy od charakteru?
Szczerze to nie spodziewałam się, że napiszę taki (jak na mnie) epos!
W zasadzie, jak tak teraz patrze, to wcale dużo nie napisałam... Ale i tak nie myślałam, że tak się... hmm.. "otworzę"? Przynajmniej poznaliście trochę mnie, czyli dziwnego człowieka, którego postanowieniami są zapamiętywanie, spontaniczność i robienie czegoś oprócz nauki, a nie schudnięcie lub chodzenie na siłownie, jak u normalnych ludzi...
Okej, teraz padnie pytanie, na które wszyscy czekali....
*** Jakie są twoje postanowienia noworoczne?
Chętnie przeczytam wszystkie wasze odpowiedzi, więc koniecznie (koniecznie!) napiszcie o swoich nowych celach i zamiarach na ten rok :) Może coś mnie zainspiruje i trochę od was ściągnę...
sobota, 27 grudnia 2014
Śnieg, pierniki, święta, a w zasadzie to po świętach...
Hej!
Jestem zła, bardzo zła, jestem bardzo złym człowiekiem - nie złożyłam wam świątecznych życzeń! JAK JA MOGŁAM???!!!
O ile składanie życzeń urodzinowych po urodzinach wg mnie ma sens (w końcu mamy być ciągle szczęśliwi i spełniać swoje marzenia przez całe życie, a nie tylko w dniu rocznicy naszych urodzin) o tyle życzenia świąteczne po świętach chyba nie mają sensu... Cóż, może zdążę z życzeniami noworocznymi ;)
Pisząc w poprzednim poście o tym, że złożę wam życzenia wspomniałam też o pokazaniu pierniczków - zdjęcia nie są najlepsze, bo były robione telefonem:
Ha! Jednak warto pisać takie rzeczy na pierniczkach ---------->
Wreszcie śnieg! :D Szkoda, że nie padał w wigilię, ale na szczęście zaszczycił nas swoją obecnością pierwszego dnia świąt :)
Jeden ze świątecznych prezentów, jeszcze nigdy nie czytałam żadnych książek Pratchetta więc jestem jej baaaardzo ciekawa :) Jeśli znacie te powieści to koniecznie napiszcie czy wam się spodobały. Na pewno w ciągu kilki tych dni zacznę ją czytać, na razie muszę jeszcze skończyć ---->
Zostało mi dosłownie kilka stron, więc myślę, że dzisiaj ją skończę :P
Dajcie znać jak wy spędziliście Święta, mam nadzieję, że wszędzie był śnieg! ;)
Jestem zła, bardzo zła, jestem bardzo złym człowiekiem - nie złożyłam wam świątecznych życzeń! JAK JA MOGŁAM???!!!
O ile składanie życzeń urodzinowych po urodzinach wg mnie ma sens (w końcu mamy być ciągle szczęśliwi i spełniać swoje marzenia przez całe życie, a nie tylko w dniu rocznicy naszych urodzin) o tyle życzenia świąteczne po świętach chyba nie mają sensu... Cóż, może zdążę z życzeniami noworocznymi ;)
Pisząc w poprzednim poście o tym, że złożę wam życzenia wspomniałam też o pokazaniu pierniczków - zdjęcia nie są najlepsze, bo były robione telefonem:
Ha! Jednak warto pisać takie rzeczy na pierniczkach ---------->
Wreszcie śnieg! :D Szkoda, że nie padał w wigilię, ale na szczęście zaszczycił nas swoją obecnością pierwszego dnia świąt :)
Jeden ze świątecznych prezentów, jeszcze nigdy nie czytałam żadnych książek Pratchetta więc jestem jej baaaardzo ciekawa :) Jeśli znacie te powieści to koniecznie napiszcie czy wam się spodobały. Na pewno w ciągu kilki tych dni zacznę ją czytać, na razie muszę jeszcze skończyć ---->
Zostało mi dosłownie kilka stron, więc myślę, że dzisiaj ją skończę :P
Dajcie znać jak wy spędziliście Święta, mam nadzieję, że wszędzie był śnieg! ;)
środa, 12 listopada 2014
Świeczki, nauka i stopione butelki
Hej!
Ulepiłam ostatnio nowe kolczyki, chciałam je dzisiaj pokazać, ale niestety ciągle jest za ciemno, żeby zrobić dobre zdjęcia :< Oczywiście pracę na 100% pokażę, pewnie w ciągu najbliższego tygodnia. Pewnie zastanawiacie się po co to piszę, mianowicie tak się nastawiłam na zrobienie nowego posta, że po prostu nie mogłam się powstrzymać żeby czegoś nie napisać :)
Zazwyczaj nie mam żadnych większych problemów z nauką, wiadomo, nie lubię się uczyć do szkoły, ale kto lubi? Jednak czasami mam takiego lenia, że zamiast się uczyć robię wszystko, po prostu wszystko żeby tylko nie dotknąć żadnej książki...
Zaczyna się niewinnie...
"Zapalę sobie świeczki"
"Na pewno pomogą mi w nauce" <czasami pomagają>
ale później zaczynają się moje pomysły... Dochodzę do wniosku, że najbardziej kreatywna jestem wtedy, kiedy uciekam od nauki.
No i stało się, mój mózg zauważył butelkę...
dam dam dam dam
Dobra, dobra, wiem, że większość z was wie jak się topi plastik, ale ja jakoś nigdy sama nie próbowałam :P Muszę przyznać, że to całkiem fajne, patrzenie na samogniotącą się butelkę...
Wstawiam też zdjęcie pająka, on również jest ciekawszy niż nauka do testów:
Balkon
Kwiatek ♥
Okej wiem, że to był post z poziomu tego o ziemniaku lub o brzydalu, ale coś takiego czasem też jest potrzebne? Prawda?
Plis, powiedzcie, że tak
jestem dziwnym człowiekiem
ale to przez szkołę
Szkoło, co ze mnie zrobiłaś?
Cóż tyś uczyniła?
Nie zwracajcie na mnie uwagi...
A co słychać u was? Jak wasze samopoczucie? Zdrowie psychiczne? Mam nadzieję, że lepiej niż u mnie...
Do napisania,
Agrafka :)
Ulepiłam ostatnio nowe kolczyki, chciałam je dzisiaj pokazać, ale niestety ciągle jest za ciemno, żeby zrobić dobre zdjęcia :< Oczywiście pracę na 100% pokażę, pewnie w ciągu najbliższego tygodnia. Pewnie zastanawiacie się po co to piszę, mianowicie tak się nastawiłam na zrobienie nowego posta, że po prostu nie mogłam się powstrzymać żeby czegoś nie napisać :)
Zazwyczaj nie mam żadnych większych problemów z nauką, wiadomo, nie lubię się uczyć do szkoły, ale kto lubi? Jednak czasami mam takiego lenia, że zamiast się uczyć robię wszystko, po prostu wszystko żeby tylko nie dotknąć żadnej książki...
Zaczyna się niewinnie...
"Zapalę sobie świeczki"
"Na pewno pomogą mi w nauce" <czasami pomagają>
ale później zaczynają się moje pomysły... Dochodzę do wniosku, że najbardziej kreatywna jestem wtedy, kiedy uciekam od nauki.
No i stało się, mój mózg zauważył butelkę...
dam dam dam dam
Dobra, dobra, wiem, że większość z was wie jak się topi plastik, ale ja jakoś nigdy sama nie próbowałam :P Muszę przyznać, że to całkiem fajne, patrzenie na samogniotącą się butelkę...
Wstawiam też zdjęcie pająka, on również jest ciekawszy niż nauka do testów:
Jeszcze go nie nazwałam... może macie jakieś pomysły? :)
Balkon
Okej wiem, że to był post z poziomu tego o ziemniaku lub o brzydalu, ale coś takiego czasem też jest potrzebne? Prawda?
Plis, powiedzcie, że tak
jestem dziwnym człowiekiem
ale to przez szkołę
Szkoło, co ze mnie zrobiłaś?
Cóż tyś uczyniła?
Nie zwracajcie na mnie uwagi...
A co słychać u was? Jak wasze samopoczucie? Zdrowie psychiczne? Mam nadzieję, że lepiej niż u mnie...
Do napisania,
Agrafka :)
niedziela, 12 października 2014
Zawieszka morskie serce + cała reszta...
Hej!
Tak, wiem, nie pisałam prawie dwa miesiące, tego jeszcze nie było... Chciałabym was bardzo za to przeprosić, myślałam kilka razy nad zawieszeniem bloga, ale zawsze pojawiała się myśl "po co? przecież za chwilę coś napiszę". Przez te dwa miesiące trochę się u mnie zmieniło, a mianowicie - szkoła. Większość z was wie w jakim jestem wieku, ale dla nowych odwiedzających (Agrafka, ogar, jacy nowi odwiedzający, olałaś bloga, olałaś inne blogi i chcesz "nowych odwiedzających"?) napiszę, że poszłam do liceum. Na początku trochę się tego obawiałam, ale okazało się, że poznałam na prawdę super ludzi, także bardzo się cieszę ;) Oczywiście jest również druga strona medalu - nauka. Nauka + nauczyciele + matematyka + ten dziwny wewnętrzny przymus do odrobienia całej pracy domowej i nie ściągania z neta + mój powolny mózg -----> oto wszystkie powody przez które tak długo nie pisałam. Także w razie czego, proszę nie winić mnie, tylko, te właśnie rzeczy :P
Na prawdę nie wiem, jak to robię, ale zrobienie pracy domowej zajmuje mi dosłownie cały dzień, tzn. wracam ze szkoły, jem obiad, zaczynam odrabianie pracy i nagle zdaję sobie sprawę, że jest już tak ciemno, że nie widzę co piszę. Zapalając lampkę, patrzę na zegarek - 20. Trochę mnie to martwi, bo moje życie składa się tylko ze szkoły, nauki i spania, a zazwyczaj wizerunek młodej osoby to... no wiecie, energia, spotykanie się z ludźmi, pasje, rozwijanie się. Trochę głupio bo następne trzy lata pewnie przelecą mi przez palce :<
Mam nadzieję, że jednak tak źle nie będzie ;)
Wracając do bloga, przepraszam was jeszcze raz za ten zastój, ale niestety nie przewiduję żadnej poprawy. W następnych miesiącach raczej nauki będzie jeszcze więcej = czasu mniej więc posty będą pojawiać się raczej sporadycznie, no chyba, że znajdę jakiś ciekawy temat niezwiązany z modeliną, bylibyście zainteresowani takimi notkami?
Takie są założenia, ale jeszcze zobaczymy... Na razie bardzo się przykładam do szkoły, jeśli to nie przyniesie efektów i zacznę uważać ten system za bezsensowny to pewnie zacznę robić wszystko na odwal, tylko żeby nie mieć z niczego jedynki na koniec... Nie wiem czy piszę jakoś składnie i zrozumiale, pewnie nie, ale chodzi mi o to, że nauki jest na prawdę dużo, a i tak nie jest się w stanie przewidzieć co nauczyciel wymyśli więc mimo to, że dużo się uczę nie mam gwarancji dobrych ocen.
No dobra, ciekawe czy ktoś przeczytał to wszystko :P Chciałabym dzisiaj pokazać wam zawieszkę, a w zasadzie dwie zawieszki z połówek serca. Praca była robiona na zamówienie, więc pomysł nie jest mój. Jestem ciekawa jak spodoba wam się taka nie-jedzeniowa praca :)
Wzór:

Miałam trochę problemów z uzyskaniem podobnego odcienia niebieskiego, w końcu po wielu próbach pocieniowałam połowę serca suchą pastelą i muszę przyznać, że wygląda bardzo podobnie :P
Post wyszedł trochę długi, ale musiałam wam wszystko wytłumaczyć :) Teraz wasza kolej, napiszcie koniecznie co u was słychać, pewnie też macie tyle nauki?
Do napisania,
Agrafka
czwartek, 24 lipca 2014
Wyjazd w Tatry, trochę o internecie, dziwna wena...
Hej!
W sobotę wróciłam z gór i zaczęłam nadrabiać internetowe zaległości. O tak, to czytanie komentarzy, wchodzenie na milion blogów i oglądanie mnóstwa filmików na youtube... Znacie to? Tak jak większość nastolatków korzystam internetu codziennie, część czasu spędzam na przeglądanie stron które w zasadzie do niczego mi się nie przydadzą lub oglądanie filmików, które zazwyczaj też nie mają sensu. Patrzę na zegarek - 4 godziny minęły. Jak to? Przecież nic nie zrobiłam, przejrzałam raptem facebooka, weszłam na kilka blogów, no może poznałam kilka nowych kanałów na yt.
Zawsze później jestem na siebie trochę zła, przecież mogłam przez ten czas przeczytać książkę, wyjść na rolki, ulepić coś czy wypróbować jakiś nowy przepis. Często myślę, że chyba trzeba to ograniczyć, próbuję, ale... przecież w internecie można robić pożyteczne rzeczy, a ja i tak nie mam żadnych planów na ten dzień więc chyba nic się nie stanie jak znowu odpalę laptopa, tylko na chwilę... Tak zazwyczaj się to kończy ;)
W trakcie 10 dni wyjazdu, ani razu nie chciałam skorzystać z internetu, choć miałam do tego okazję. Nawet zastanawiałam się dlaczego mi tego nie brakuje? To dziwne, przecież używam laptopa codziennie, w wakacje w zasadzie cały dzień. Myślę, że odpowiedzią jest nuda. Nuda. Na wyjeździe prawie codziennie wychodziliśmy na górskie wycieczki trwające tak 4-9 godzin, później byliśmy zmęczeni więc jedyne co robiliśmy to jedliśmy jakiś obiad i odpoczywaliśmy. W ciągu dnia korzystanie z internetu dla rozrywki jest po prostu najłatwiejszą opcją, wręcz banalną. Kilka przyciśnięć, kilka ruchów na klawiaturze i można zrobić prawie wszystko. No prawie, bo ciągle siedzimy zgarbieni w pokoju. Tak, internet strasznie marnuje czas. To znaczy, my go marnujemy.
Wiem, że nie jestem najlepsza w pisaniu (wolę równania chemiczne), ale po prostu chodzi mi o to, że może inni też tak mają - myślą, że są uzależnieni od internetu, ale jeśli zapuka do nich Człowiek Rozrywka i wyrwie ich z domu to spędzą fantastyczny czas i ani trochę nie będzie im brakować komputera.
No dobra, szczerze to nie sądziłam, że napiszę coś takiego :P Jakoś nigdy nie szło mi pisanie o czymś innym niż tematyka bloga. Po za tym, co to za temat? Internet? Przecież to okropnie oklepane. Ale niech już będzie ;) Przy okazji napiszę krótko o moim wyjeździe, w końcu i tak wszystko przeczyta tylko z 10% czytelników...
Tak jak wam mówiłam, wyjechałam w góry, dokładniej do Kościeliska - małej miejscowości pod Zakopanem. Mieliśmy kilka zaplanowanych tras i wszystkie przeszliśmy więc cieszę się, że starczyło nam sił, a w zasadzie pogody. Było tylko kilka dni w trakcie których nie lało, na szczęście burze były zazwyczaj wieczorem, ale czasem też padało w południe. W każdym bądź razie, wole taką pogodę niż 25-30 stopni, w górach to na prawdę nie jest fajne :< No dobra, gdzie właściwie byliśmy?
1. Czerwone Wierchy, czyli Ciemniak, Krzesanica, Małołączniak i Kopa Kondracka.
Była to najdłuższa wycieczka, dojście do szlaku, wejście na szczyty i powrót przez Halę Kondratową zajęło nam łącznie prawie 9 godzin (oczywiście wliczając przystanki). Na początku było dość trudno (tzn. dla mnie było trudno, a ja niestety prawie w ogóle nie mam kondycji, szczególnie na początku), ale potem odcinki które wydawały się bardzo długie okazały się krótkie (zazwyczaj jest odwrotnie) i samo przejście przez wierchy było bardzo przyjemne :P Aha, i były to nasze pierwsze dwutysięczniki, najwyższa jest Krzesanica i ma 2122m n.p.m. :> Chyba z żadnego innego szczytu nie widziałam tak pięknych widoków:
2. Czarny staw pod Rysami
Czyli przedłużenie oklepanej trasy Palenica - Morskie Oko. Do Morskiego idzie się ok. 2h ( w jedną stronę), szeroką, asfaltową drogą, można tam nawet dojechać wozem konnym... Tak, dobrze przeczytaliście. Idzie się praktycznie ulicą bez namalowanych linii, jest to trasa bardziej dla tych, którzy nie pojechali "w góry" tylko "do Zakopca" np. z dziećmi i chcieliby udać się na spacer. Sama trasa jest dość łatwa, choć dla mnie i tak męcząca i bardzo monotonna (no heloł 2h po asfalcie) ale nie chcę was broń Boże zniechęcać bo Morskiego Oko jest bardzo malownicze ;) Druga część trasy to dojście do stawu, które zajmuje ok. 1h. Przy dobrej widoczności widać Rysy i ogółem jest tam bardzo ładnie :)
3. Dolina Kościeliska, Jaskinia Mylna i Jaskinia Mroźna.
O samej dolinie i jaskimi Mroźniej nie będę już pisać, bo widzę, że mam jakąś wenę i nie chcę żeby było za długo. Jaskinia Mylna - jeśli lubicie pogubić się trochę, pochodzić na kolanach, poczołgać, poschylać, pokucać, ubłocić, umoczyć i poczuć się przez chwilę jak Gollum to jest to miejsce dla was :D Na prawdę nie wiem jak to miejsce opisać, ale jest to po prostu jaskinia, ale taka mało "uturystyczniona", nie ma do niej biletów, w środku nie ma świateł, wchodzi tam dość mało ludzi i jest bardzo nisko. Dzieci mają tam zdecydowanie łatwiej ;) Krótkimi chwilami jest trochę strasznie i nikomu nie życzę tam zostać, ale z dobrymi latarkami (najlepiej czołówkami) jest na prawdę super. Jeśli będziecie w okolicach Zakopanego to bardzo polecam to miejsce :)
cóż, z jaskini oczywiście nie mam zdjęć, ale wychodząc powitał nas taki oto gryzoń^^
4. Dolina Chochołowska
Idealna na bardziej lajtowy dzień.
5. Kasprowy Wierch
Co prawda już tam byłam, ale wjechałam kolejką. W zimie. Nie było widać niczego, mleko. Mleko. Mgła. Tylko. Więc postanowiliśmy znowu tam się znaleźć z nadzieją na widoki. Idąc traciłam nadzieję, bo była mega duża mgła (widoczność tak z 5-6metrów i szła burza) więc myślałam, że na górze znowu nie będzie niczego widać. Faktycznie, jak weszliśmy było bardzo wietrznie, zimno i mgliście, ale pogoda w górach zmienna więc po chwili się trochę rozpogodziło i widoki były zdecydowanie lepsze niż w zimie ;) Podejście na Kasprowy w skali trudności było takie średnie, i tak robiłam sobie co chwilę przystanki, ale ja na prawdę inaczej nie umiem ;) Wyruszyliśmy Doliną Suchej Wody, do Murowańca (schronisko) i później szlakiem na Kasprowy, zjechaliśmy na dół kolejką,
Odwiedziliśmy też, dosłownie na chwilę, Sary i Nowy Sącz, weszliśmy na Gubałówkę, byliśmy kilka razy w Zakopanem aha i jedliśmy w karczmie w której były Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler, ale jedzenie tam było takie sobie, a uwierzcie, że nie jestem za bardzo wybredna ;) Z góry dzięki + wielki pokłon, jeśli przeczytaliście całego posta, swoją drogą jestem ciekawa ile was jest... :P
Widok z Gubałówki:
PS: I pomyśleć, że początkowy tytuł tego posta to "Tutorial na ananasa z modeliny", musiałam go trochę zmodyfikować, ale tutorial oczywiście się pojawi - wszystkie zdjęcia już przerobione ;)
edit: dokładniej już się pojawił ;)
PPS: Wszystkie zdjęcia z tego posta zrobił mój tata.
Napiszcie koniecznie jak wy spędzacie wakacje - wolicie górskie wędrówki czy wygrzewanie się na plaży?
A może preferujecie sporty wodne? :)
Do napisania, Agrafka
W sobotę wróciłam z gór i zaczęłam nadrabiać internetowe zaległości. O tak, to czytanie komentarzy, wchodzenie na milion blogów i oglądanie mnóstwa filmików na youtube... Znacie to? Tak jak większość nastolatków korzystam internetu codziennie, część czasu spędzam na przeglądanie stron które w zasadzie do niczego mi się nie przydadzą lub oglądanie filmików, które zazwyczaj też nie mają sensu. Patrzę na zegarek - 4 godziny minęły. Jak to? Przecież nic nie zrobiłam, przejrzałam raptem facebooka, weszłam na kilka blogów, no może poznałam kilka nowych kanałów na yt.
Zawsze później jestem na siebie trochę zła, przecież mogłam przez ten czas przeczytać książkę, wyjść na rolki, ulepić coś czy wypróbować jakiś nowy przepis. Często myślę, że chyba trzeba to ograniczyć, próbuję, ale... przecież w internecie można robić pożyteczne rzeczy, a ja i tak nie mam żadnych planów na ten dzień więc chyba nic się nie stanie jak znowu odpalę laptopa, tylko na chwilę... Tak zazwyczaj się to kończy ;)
W trakcie 10 dni wyjazdu, ani razu nie chciałam skorzystać z internetu, choć miałam do tego okazję. Nawet zastanawiałam się dlaczego mi tego nie brakuje? To dziwne, przecież używam laptopa codziennie, w wakacje w zasadzie cały dzień. Myślę, że odpowiedzią jest nuda. Nuda. Na wyjeździe prawie codziennie wychodziliśmy na górskie wycieczki trwające tak 4-9 godzin, później byliśmy zmęczeni więc jedyne co robiliśmy to jedliśmy jakiś obiad i odpoczywaliśmy. W ciągu dnia korzystanie z internetu dla rozrywki jest po prostu najłatwiejszą opcją, wręcz banalną. Kilka przyciśnięć, kilka ruchów na klawiaturze i można zrobić prawie wszystko. No prawie, bo ciągle siedzimy zgarbieni w pokoju. Tak, internet strasznie marnuje czas. To znaczy, my go marnujemy.
Wiem, że nie jestem najlepsza w pisaniu (wolę równania chemiczne), ale po prostu chodzi mi o to, że może inni też tak mają - myślą, że są uzależnieni od internetu, ale jeśli zapuka do nich Człowiek Rozrywka i wyrwie ich z domu to spędzą fantastyczny czas i ani trochę nie będzie im brakować komputera.
No dobra, szczerze to nie sądziłam, że napiszę coś takiego :P Jakoś nigdy nie szło mi pisanie o czymś innym niż tematyka bloga. Po za tym, co to za temat? Internet? Przecież to okropnie oklepane. Ale niech już będzie ;) Przy okazji napiszę krótko o moim wyjeździe, w końcu i tak wszystko przeczyta tylko z 10% czytelników...
Tak jak wam mówiłam, wyjechałam w góry, dokładniej do Kościeliska - małej miejscowości pod Zakopanem. Mieliśmy kilka zaplanowanych tras i wszystkie przeszliśmy więc cieszę się, że starczyło nam sił, a w zasadzie pogody. Było tylko kilka dni w trakcie których nie lało, na szczęście burze były zazwyczaj wieczorem, ale czasem też padało w południe. W każdym bądź razie, wole taką pogodę niż 25-30 stopni, w górach to na prawdę nie jest fajne :< No dobra, gdzie właściwie byliśmy?
1. Czerwone Wierchy, czyli Ciemniak, Krzesanica, Małołączniak i Kopa Kondracka.
Była to najdłuższa wycieczka, dojście do szlaku, wejście na szczyty i powrót przez Halę Kondratową zajęło nam łącznie prawie 9 godzin (oczywiście wliczając przystanki). Na początku było dość trudno (tzn. dla mnie było trudno, a ja niestety prawie w ogóle nie mam kondycji, szczególnie na początku), ale potem odcinki które wydawały się bardzo długie okazały się krótkie (zazwyczaj jest odwrotnie) i samo przejście przez wierchy było bardzo przyjemne :P Aha, i były to nasze pierwsze dwutysięczniki, najwyższa jest Krzesanica i ma 2122m n.p.m. :> Chyba z żadnego innego szczytu nie widziałam tak pięknych widoków:
2. Czarny staw pod Rysami
Czyli przedłużenie oklepanej trasy Palenica - Morskie Oko. Do Morskiego idzie się ok. 2h ( w jedną stronę), szeroką, asfaltową drogą, można tam nawet dojechać wozem konnym... Tak, dobrze przeczytaliście. Idzie się praktycznie ulicą bez namalowanych linii, jest to trasa bardziej dla tych, którzy nie pojechali "w góry" tylko "do Zakopca" np. z dziećmi i chcieliby udać się na spacer. Sama trasa jest dość łatwa, choć dla mnie i tak męcząca i bardzo monotonna (no heloł 2h po asfalcie) ale nie chcę was broń Boże zniechęcać bo Morskiego Oko jest bardzo malownicze ;) Druga część trasy to dojście do stawu, które zajmuje ok. 1h. Przy dobrej widoczności widać Rysy i ogółem jest tam bardzo ładnie :)
3. Dolina Kościeliska, Jaskinia Mylna i Jaskinia Mroźna.
O samej dolinie i jaskimi Mroźniej nie będę już pisać, bo widzę, że mam jakąś wenę i nie chcę żeby było za długo. Jaskinia Mylna - jeśli lubicie pogubić się trochę, pochodzić na kolanach, poczołgać, poschylać, pokucać, ubłocić, umoczyć i poczuć się przez chwilę jak Gollum to jest to miejsce dla was :D Na prawdę nie wiem jak to miejsce opisać, ale jest to po prostu jaskinia, ale taka mało "uturystyczniona", nie ma do niej biletów, w środku nie ma świateł, wchodzi tam dość mało ludzi i jest bardzo nisko. Dzieci mają tam zdecydowanie łatwiej ;) Krótkimi chwilami jest trochę strasznie i nikomu nie życzę tam zostać, ale z dobrymi latarkami (najlepiej czołówkami) jest na prawdę super. Jeśli będziecie w okolicach Zakopanego to bardzo polecam to miejsce :)
cóż, z jaskini oczywiście nie mam zdjęć, ale wychodząc powitał nas taki oto gryzoń^^
4. Dolina Chochołowska
Idealna na bardziej lajtowy dzień.
5. Kasprowy Wierch
Co prawda już tam byłam, ale wjechałam kolejką. W zimie. Nie było widać niczego, mleko. Mleko. Mgła. Tylko. Więc postanowiliśmy znowu tam się znaleźć z nadzieją na widoki. Idąc traciłam nadzieję, bo była mega duża mgła (widoczność tak z 5-6metrów i szła burza) więc myślałam, że na górze znowu nie będzie niczego widać. Faktycznie, jak weszliśmy było bardzo wietrznie, zimno i mgliście, ale pogoda w górach zmienna więc po chwili się trochę rozpogodziło i widoki były zdecydowanie lepsze niż w zimie ;) Podejście na Kasprowy w skali trudności było takie średnie, i tak robiłam sobie co chwilę przystanki, ale ja na prawdę inaczej nie umiem ;) Wyruszyliśmy Doliną Suchej Wody, do Murowańca (schronisko) i później szlakiem na Kasprowy, zjechaliśmy na dół kolejką,
Odwiedziliśmy też, dosłownie na chwilę, Sary i Nowy Sącz, weszliśmy na Gubałówkę, byliśmy kilka razy w Zakopanem aha i jedliśmy w karczmie w której były Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler, ale jedzenie tam było takie sobie, a uwierzcie, że nie jestem za bardzo wybredna ;) Z góry dzięki + wielki pokłon, jeśli przeczytaliście całego posta, swoją drogą jestem ciekawa ile was jest... :P
Widok z Gubałówki:
PS: I pomyśleć, że początkowy tytuł tego posta to "Tutorial na ananasa z modeliny", musiałam go trochę zmodyfikować, ale
edit: dokładniej już się pojawił ;)
PPS: Wszystkie zdjęcia z tego posta zrobił mój tata.
Napiszcie koniecznie jak wy spędzacie wakacje - wolicie górskie wędrówki czy wygrzewanie się na plaży?
A może preferujecie sporty wodne? :)
Do napisania, Agrafka
Subskrybuj:
Posty (Atom)































