W sobotę wróciłam z gór i zaczęłam nadrabiać internetowe zaległości. O tak, to czytanie komentarzy, wchodzenie na milion blogów i oglądanie mnóstwa filmików na youtube... Znacie to? Tak jak większość nastolatków korzystam internetu codziennie, część czasu spędzam na przeglądanie stron które w zasadzie do niczego mi się nie przydadzą lub oglądanie filmików, które zazwyczaj też nie mają sensu. Patrzę na zegarek - 4 godziny minęły. Jak to? Przecież nic nie zrobiłam, przejrzałam raptem facebooka, weszłam na kilka blogów, no może poznałam kilka nowych kanałów na yt.
Zawsze później jestem na siebie trochę zła, przecież mogłam przez ten czas przeczytać książkę, wyjść na rolki, ulepić coś czy wypróbować jakiś nowy przepis. Często myślę, że chyba trzeba to ograniczyć, próbuję, ale... przecież w internecie można robić pożyteczne rzeczy, a ja i tak nie mam żadnych planów na ten dzień więc chyba nic się nie stanie jak znowu odpalę laptopa, tylko na chwilę... Tak zazwyczaj się to kończy ;)
W trakcie 10 dni wyjazdu, ani razu nie chciałam skorzystać z internetu, choć miałam do tego okazję. Nawet zastanawiałam się dlaczego mi tego nie brakuje? To dziwne, przecież używam laptopa codziennie, w wakacje w zasadzie cały dzień. Myślę, że odpowiedzią jest nuda. Nuda. Na wyjeździe prawie codziennie wychodziliśmy na górskie wycieczki trwające tak 4-9 godzin, później byliśmy zmęczeni więc jedyne co robiliśmy to jedliśmy jakiś obiad i odpoczywaliśmy. W ciągu dnia korzystanie z internetu dla rozrywki jest po prostu najłatwiejszą opcją, wręcz banalną. Kilka przyciśnięć, kilka ruchów na klawiaturze i można zrobić prawie wszystko. No prawie, bo ciągle siedzimy zgarbieni w pokoju. Tak, internet strasznie marnuje czas. To znaczy, my go marnujemy.
Wiem, że nie jestem najlepsza w pisaniu (wolę równania chemiczne), ale po prostu chodzi mi o to, że może inni też tak mają - myślą, że są uzależnieni od internetu, ale jeśli zapuka do nich Człowiek Rozrywka i wyrwie ich z domu to spędzą fantastyczny czas i ani trochę nie będzie im brakować komputera.
No dobra, szczerze to nie sądziłam, że napiszę coś takiego :P Jakoś nigdy nie szło mi pisanie o czymś innym niż tematyka bloga. Po za tym, co to za temat? Internet? Przecież to okropnie oklepane. Ale niech już będzie ;) Przy okazji napiszę krótko o moim wyjeździe, w końcu i tak wszystko przeczyta tylko z 10% czytelników...
Tak jak wam mówiłam, wyjechałam w góry, dokładniej do Kościeliska - małej miejscowości pod Zakopanem. Mieliśmy kilka zaplanowanych tras i wszystkie przeszliśmy więc cieszę się, że starczyło nam sił, a w zasadzie pogody. Było tylko kilka dni w trakcie których nie lało, na szczęście burze były zazwyczaj wieczorem, ale czasem też padało w południe. W każdym bądź razie, wole taką pogodę niż 25-30 stopni, w górach to na prawdę nie jest fajne :< No dobra, gdzie właściwie byliśmy?
1. Czerwone Wierchy, czyli Ciemniak, Krzesanica, Małołączniak i Kopa Kondracka.
Była to najdłuższa wycieczka, dojście do szlaku, wejście na szczyty i powrót przez Halę Kondratową zajęło nam łącznie prawie 9 godzin (oczywiście wliczając przystanki). Na początku było dość trudno (tzn. dla mnie było trudno, a ja niestety prawie w ogóle nie mam kondycji, szczególnie na początku), ale potem odcinki które wydawały się bardzo długie okazały się krótkie (zazwyczaj jest odwrotnie) i samo przejście przez wierchy było bardzo przyjemne :P Aha, i były to nasze pierwsze dwutysięczniki, najwyższa jest Krzesanica i ma 2122m n.p.m. :> Chyba z żadnego innego szczytu nie widziałam tak pięknych widoków:
2. Czarny staw pod Rysami
Czyli przedłużenie oklepanej trasy Palenica - Morskie Oko. Do Morskiego idzie się ok. 2h ( w jedną stronę), szeroką, asfaltową drogą, można tam nawet dojechać wozem konnym... Tak, dobrze przeczytaliście. Idzie się praktycznie ulicą bez namalowanych linii, jest to trasa bardziej dla tych, którzy nie pojechali "w góry" tylko "do Zakopca" np. z dziećmi i chcieliby udać się na spacer. Sama trasa jest dość łatwa, choć dla mnie i tak męcząca i bardzo monotonna (no heloł 2h po asfalcie) ale nie chcę was broń Boże zniechęcać bo Morskiego Oko jest bardzo malownicze ;) Druga część trasy to dojście do stawu, które zajmuje ok. 1h. Przy dobrej widoczności widać Rysy i ogółem jest tam bardzo ładnie :)
3. Dolina Kościeliska, Jaskinia Mylna i Jaskinia Mroźna.
O samej dolinie i jaskimi Mroźniej nie będę już pisać, bo widzę, że mam jakąś wenę i nie chcę żeby było za długo. Jaskinia Mylna - jeśli lubicie pogubić się trochę, pochodzić na kolanach, poczołgać, poschylać, pokucać, ubłocić, umoczyć i poczuć się przez chwilę jak Gollum to jest to miejsce dla was :D Na prawdę nie wiem jak to miejsce opisać, ale jest to po prostu jaskinia, ale taka mało "uturystyczniona", nie ma do niej biletów, w środku nie ma świateł, wchodzi tam dość mało ludzi i jest bardzo nisko. Dzieci mają tam zdecydowanie łatwiej ;) Krótkimi chwilami jest trochę strasznie i nikomu nie życzę tam zostać, ale z dobrymi latarkami (najlepiej czołówkami) jest na prawdę super. Jeśli będziecie w okolicach Zakopanego to bardzo polecam to miejsce :)
cóż, z jaskini oczywiście nie mam zdjęć, ale wychodząc powitał nas taki oto gryzoń^^
4. Dolina Chochołowska
Idealna na bardziej lajtowy dzień.
5. Kasprowy Wierch
Co prawda już tam byłam, ale wjechałam kolejką. W zimie. Nie było widać niczego, mleko. Mleko. Mgła. Tylko. Więc postanowiliśmy znowu tam się znaleźć z nadzieją na widoki. Idąc traciłam nadzieję, bo była mega duża mgła (widoczność tak z 5-6metrów i szła burza) więc myślałam, że na górze znowu nie będzie niczego widać. Faktycznie, jak weszliśmy było bardzo wietrznie, zimno i mgliście, ale pogoda w górach zmienna więc po chwili się trochę rozpogodziło i widoki były zdecydowanie lepsze niż w zimie ;) Podejście na Kasprowy w skali trudności było takie średnie, i tak robiłam sobie co chwilę przystanki, ale ja na prawdę inaczej nie umiem ;) Wyruszyliśmy Doliną Suchej Wody, do Murowańca (schronisko) i później szlakiem na Kasprowy, zjechaliśmy na dół kolejką,
Odwiedziliśmy też, dosłownie na chwilę, Sary i Nowy Sącz, weszliśmy na Gubałówkę, byliśmy kilka razy w Zakopanem aha i jedliśmy w karczmie w której były Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler, ale jedzenie tam było takie sobie, a uwierzcie, że nie jestem za bardzo wybredna ;) Z góry dzięki + wielki pokłon, jeśli przeczytaliście całego posta, swoją drogą jestem ciekawa ile was jest... :P
Widok z Gubałówki:
PS: I pomyśleć, że początkowy tytuł tego posta to "Tutorial na ananasa z modeliny", musiałam go trochę zmodyfikować, ale
edit: dokładniej już się pojawił ;)
PPS: Wszystkie zdjęcia z tego posta zrobił mój tata.
Napiszcie koniecznie jak wy spędzacie wakacje - wolicie górskie wędrówki czy wygrzewanie się na plaży?
A może preferujecie sporty wodne? :)
Do napisania, Agrafka



















